środa, 28 listopada 2012

Na wszystko znajdzie się czas,

Cześć ! 




Wszystkich nieuświadomionych, uświadamiam: do matury zostało 156 dni.
Patrząc z perspektywy czasu droga ta będzie posiadała wiele przystanków. W moim przypadku pierwszym z nich będą andrzejki które są już w ten piątek, nie co później razem ze Świętami Bożego Narodzenia przyjdzie pierwszy śnieg, następnie w lutym czeka mnie tygodniowy odpoczynek w Hiszpanii, potem Święta Wielkanocne i już tylko parę kroków do wciśnięcia się w białą koszulę, czarną spódnice, marynarkę i szpilki. 






Między wierszami mojego dnia głownie pałętają się tysiące przykładów z algebry ale są też miłe akcenty. Każdą wolną chwilę poświęcam małemu,  projektowi szkolnemu. Mianowicie niewielka grupka ochotników (razem z rozentuzjazmowaną Natalią) zajmuje się pisaniem książki. Na pewno dzieło nasze zostanie wydrukowane, co dalej się z nim stanie rozsądzi czas. Mimo wszystko bardzo miło mieć w domowej biblioteczce książkę do której przyłożyło się choć trochę swojego pióra. Głównym tematem ma być szkoła, zagadnienie niby banalne, choć jak się nad tym głębiej zastanowić miejsce udręki każdego nastolatka chowa w sobie więcej tajemnic niż możemy się spodziewać. Ja wybrałam sobie ukazanie szkoły jako społeczności i jej problemów. Mam pewną koncepcję lecz nie chcę jej zdradzać bo pewnie jeszcze tysiąc razy się zmieni ; )



Życzę cieplutkiego wieczoru.


niedziela, 18 listopada 2012

Pracowity weekend.


Hej ! 

Jak wam mija chłodna i szara niedziela ? U mnie bardzo pracowita, zresztą jak cały weekend. 

W piątek po intensywnym dniu w szkole wybrałam się ze znajomymi na koncert metalowy. Choć bardziej można nazwać to towarzyskim spotkaniem przy piwku, muzyka była raczej tłem dla naszych rozmów.

Sobota rozpoczęła się bardzo leniwie ale szybko nabrała tępa. Około południa mnie i mojego chłopaka wykończył maraton zakupów. Gdy wróciliśmy do domu ja zabrałam się za robienie obiadu a Daniel jak zawsze obserwował jak kuchnia zamienia się w pobojowisko. Gwoździem programu była moja kawa mrożona która dopełniła wszechobecny bałagan. 

Wieczorem przyszła mama z wyczekiwanym przeze mnie prezentem. Mianowicie, trafiła mi się bardzo ciekawa świąteczna fucha: będę ozdabiać bombki. Nie mogłam się doczekać kiedy użyję tych wszystkich kolorowych farbek i brokatów. Wczoraj do nocy siedziałam nad szklaną kuleczką i próbowałam tchnąć w nią świątecznego ducha. Są to dopiero początki i próby ale myślę, że z czasem nabiorę wprawy.

Dziś rano również nie mogłam się oderwać od tych ślicznych ozdób choinkowych lecz musiałam ponieważ czeka mnie masa nauki z angielskiego lecz posępna pogoda za oknem ani trochę nie zachęca do tego aby choć na chwilę przysiąść do książek.












Dotychczasowe efekty mojej pracy:





Miłego wieczoru.